
[ ENG below | UA нижче ]
Maksym Kolesnikow
„Musisz bronić się nie tylko przed fizycznym znęcaniem się, takim jak elektrowstrząsy, ale także chronić swoją świadomość (przed presją wywieraną przez rosjan w niewoli), żeby pozostać normalnym człowiekiem.”
Trzymano nas w zwykłym więzieniu przerobionym na obóz koncentracyjny. rosjanie mówili, że Ukrainy już nie ma, że oni wkrótce dotrą do granicy z Polską i podzielą Ukrainę na kawałki.
Maksym był przetrzymywany w areszcie śledczym w Briańsku, gdzie cele były zimne i wilgotne, bez ogrzewania. Nawet w maju leżał tam śnieg.
Jedzenie było żałosne. Rano przynosili breję, której nie dało się jeść. Rozpaczliwie chciało się chleba – jedynego jedzenia, które choć trochę przypominało dom. Wodę trzeba było dzielić między sobą, bo dawali jej bardzo mało. Kiedyś ktoś zapytał, dlaczego jest tak mało herbaty. W odpowiedzi – pobicie pałkami.
Jeńców zmuszano do śpiewania rosyjskich piosenek: „Katiusza”, „Dzień Pobiedy”. Wiedzieliśmy, że jeśli nie zaśpiewamy – będziemy bici.
Maksym chudł. Jego kości zaczęły wystawać. Zniknęło ponad 30 kilogramów, a z nimi – siła w nogach.
„Od razu miałem ogromną motywację, żeby wrócić do domu. Myślę, że jak wszyscy. Było jasne, że trzeba wrócić tą samą osobą, którą się tam [do niewoli] trafiło.”
Szczęściem był moment, kiedy ci wszyscy przedstawiciele rosyjskiej żandarmerii wojskowej wyszli z autobusów i zrozumieliśmy: to już koniec, jedziemy do domu. A kiedy wszedł do nas przedstawiciel sztabu koordynacyjnego i powiedział: „Dzień dobry, chłopaki” po ukraińsku – to już były łzy. To już było po prostu szczęście.
Jeszcze nie widziałem dzieci na żywo, ale to, co mi rysowały — to było bardzo wzruszające. To niesamowite uczucie: obudzić się rano i wysłać wiadomość na komunikatorze. Proste rzeczy, do których człowiek się przyzwyczaja, nagle stają się źródłem szczęścia. Napić się rano kawy. Wiecie, jakie to cudowne – wypić po prostu świeżo zaparzoną kawę — mmm. Przeżywam to szczęście każdego dnia.”
Maksym Kolesnikov
“You have to protect yourself not just from physical abuse like electric shocks, but also defend your mind (from the pressure the russians applied in captivity), to remain a normal human being.”
We were held in a regular prison that had been converted into a concentration camp. The Russians kept saying that Ukraine no longer existed, that soon they would reach the Polish border and divide Ukraine into pieces.
He was held in the Bryansk pre-trial detention center, where the cells were cold and damp, with no heating. Even in May, there was still snow there.
The food was miserable. In the morning, they brought slop that was impossible to eat. We desperately craved bread—the only food that even slightly reminded us of home. We had to share water among ourselves because they gave us so little. Once, someone asked why there was so little tea. In response—they were beaten with batons.
The prisoners were forced to sing Russian songs: “Katyusha,” “Victory Day.” We knew—if we didn’t sing, we would be beaten.
Maksym lost weight. His bones started to protrude. More than 30 kilograms vanished, and along with them—the strength in his legs.
“I was immediately very motivated to return home. I think everyone was. It was clear we had to come back as the same people we were when we were captured.”
It was pure happiness when all those military police officers got off the buses and we realized: that’s it, we’re going home. And when a representative of the Coordination Headquarters came in and said, “Good morning, guys,” in Ukrainian—that brought tears to our eyes. That was true happiness.
I haven’t yet seen my kids in person, but what they drew for me—it’s incredibly touching. It’s an unbelievable feeling: waking up in the morning and sending a message in a messenger app. Simple things you get used to suddenly become a source of joy. Having a cup of coffee in the morning. You know how amazing it is to drink freshly brewed coffee—mmm. I experience that happiness every day.”
Максим Колесніков
«Ти повинен захищатися не просто від фізичних знущань таких, як електрошок, але й захищати свою свідомість (від тиску, який здійснювали у полоні росіяни), щоб залишитися нормальною людиною»
Нас тримали у звичайній вʼязниці, переробленій під концтабір. росіяни розповідали, що України більше немає, що скоро вони дійдуть до кордону з Польщею і поділять Україну на шматки.
Його утримували в Брянському СІЗО, де камери були холодними й сирими, без опалення. Навіть у травні там лежав сніг.
Харчування було жалюгідним. Вранці приносили баланду, яку неможливо було їсти. Відчайдушно хотілося хліба – єдиної їжі, яка хоч трохи нагадувала дім. Воду ділили між собою, бо давали її мало. Одного разу хтось запитав, чому так мало чаю. У відповідь – побої кийками.
Полонених змушували співати російські пісні: «Катюшу», «День Побєди». Вони розуміли – якщо не заспівають, їх битимуть.
Максим худнув. Його кістки починали випирати. Він втрачав себе буквально. Понад 30 кілограмів зникли, разом із ними – сила в ногах.
“У мене одразу була дуже велика мотивація повернутися додому. Думаю, як у всіх. Було зрозуміло, що треба повернутися тією самою людиною, якою я туди [в полон] потрапив.
Щастям було, коли всі ці представники військової поліції вийшли з автобусів і ми зрозуміли: усе, уже [їдемо] додому. А коли до нас зайшов представник координаційного штабу і сказав: «Доброго ранку, хлопці» українською мовою, то це вже було до сліз. Це вже просто було щастя.
Я ще не бачив дітей живцем, але те, що вони малювали мені — це дуже зворушливо. Це неймовірне відчуття: вранці прокинутися і відправити повідомлення в месенджері. Прості речі, до яких звикаєш, стають раптом таким джерелом щастя. Каву попив вранці. Знаєте, як класно випити просто свіжу відварену каву — ммм. Я це щастя переживаю кожного дня.”