
[ ENG below | UA нижче ]
Ołeksij Anula
Wyczerpany głodem, jadł robaki i żywą mysz
Po kolejnych torturach wróciłem do celi. Miałem już przygotowane skręcone prześcieradło, na którym zamierzałem się powiesić. Właśnie zarzucałem je na kraty pryczy, gdy przede mną ukazałф się sylwetka mojej zmarłej babci. Zmarła krótko przed wojną. Chodziła po celi, myła umywalkę i mówiła: „Dokąd ty się wybierasz? Przecież jeszcze nie kupiłeś dzieciom prezentów na Święta.” Mam dziesięcioletnią córkę i pięcioletniego syna. Strażnicy przez monitoring zobaczyli, że jakby z kimś rozmawiam, otworzyli celę i znowu mnie brutalnie pobili.
Najbardziej agresywny w izbie tortur był kaukazczyk, który gwałcił jeńców. Zaspokajanie swoich potrzeb w taki sposób dla wielu z nich było czymś normalnym. Razem ze mną był w niewoli dwudziestoletni chłopak, którego na punkcie kontrolnym zgwałciło po kolei sześciu rosyjskich żołnierzy, a jego rodzice byli zmuszeni patrzeć na to z samochodu.
Kaukazczyk próbował zgwałcić także mnie. Kazano mi się całkowicie rozebrać. Ręce związali mi za plecami, podwiesili do sufitu. Palcami stóp ledwo dotykałem podłogi. Nie mogłem ich podnieść wyżej – nawet teraz sprawia to ból. Tak wisiałem sześć dni. Cudem przeżyłem.
Bili codziennie, bez przerwy i bez powodu. Bili kijami ze wszystkich stron. Czasem przez 15 minut, czasem półtorej godziny. Krew lała się z głowy, rąk, nóg, odbytu. Połamali mi żebra i palce. Biło mnie siedmiu naraz. Kazali stawać na czworaka: jeden uderzał dłonią w twarz, drugi kijem po kolanach, trzeci metalowym prętem po palcach.
Podczas jednego z przesłuchań kazali mi znowu stać na czworakach. Drzwi zostawili otwarte – było słychać, jak znęcają się nad innymi. rosjanin wziął deskę kuchenną i walił mnie w pośladki. Potem wziął dwa duże paralizatory i raził mnie nimi, aż się rozładowały. Zabolało mnie serce. Paralizatora używali niemal przy każdych torturach.
Byłem w celach specjalnego reżimu. 18 godzin dziennie musieliśmy stać. Ręce za plecami, głowa opuszczona. Palce rozstawione i nieruchome. Strażnicy pilnowali, żeby nikt nie zamykał oczu. Jeśli ktoś się poruszył – natychmiast wchodzili, wyciągali na korytarz i bili nogami w butach wojskowych lub pałkami. Do toalety pozwalano chodzić raz dziennie na minutę.
Do dziś nie układa mi się w głowie, jak inni „ludzie” mogą tak znęcać się nad człowiekiem. W ich oczach nie było współczucia ani litości – tylko chęć upokorzenia i zabicia. Przyjeżdżali do Tuły specjalnie, by torturować Ukraińców. Gorsi niż zwierzęta. Jeśli widzieli rannego lub wyczerpanego – dobijali go.
Kilka razy dawali nam jeść z miski służbowego psa. Śniadanie – dwie łyżki rozgotowanej kaszy. Woda po gotowaniu gryki lub ryżu – bez ani jednego ziarenka kaszy. Kawałek chleba. Obiad – zupa z kapusty, drugie danie – znów kasza rozcieńczona wodą. W Kursku dawali jeszcze gotowane rybie wnętrzności z głowami. Jadłem wszystko.
Pewnego razu przyniosłem z podwórza dżdżownicę. Owinąłem ją w szmatkę i schowałem w spłuczce. Po tygodniu znalazłem tam cały ich miot. Zjadłem wszystkie. To było pierwsze białko od dawna. Nawet czekolady po niewoli nie jadłem z taką przyjemnością, jak wtedy te robaki.
W karcerze polowałem na mysz i tłustego szczura, żeby je zjeść. Strażnicy zorientowali się i otruli szczura. Wtedy zacząłem łapać mysz. Zajęło to prawie cztery miesiące. Miałem wyostrzony słuch, więc słyszałem, gdzie biega. Wzrok się pogarszał – ciągłe uderzenia w głowę i ciemne pomieszczenie z migającą fioletową żarówką. Nawet było szkoda okruszki chleba na przynętę dla myszy.
W końcu złapałem ją i uderzyłem o gwóźdź. Nie zdążyłem jej zabić – tylko zerwałem kawałek skóry. Strażnicy zobaczyli ruch w celi (był zakaz ruchu) i ruszyli do mnie. Żeby mysz nie uciekła, włożyłem ją do ust. Przygryzłem, by nie wpadła mi do przełyku. Drapała mnie pazurami po podniebieniu, przegryzała język, ogon wirował po całych ustach. Kiedy weszli, musiałem meldować, ale nie mogłem – bałem się stracić „jedzenie”. Nic nie jadłem od kilku dni.
Wywlekli mnie i zaczęli bić po prawej nerce. Mocno. Niebiesko-zielony krwiak nie schodził przez długi czas. Z ust popłynęła krew. Myśleli, że uszkodzili mi nerkę: „Wstawaj, tak ci będzie lepiej”. Ale to była krew od ugryzień myszy. Dlatego tortury wtedy trwały krócej.
Wróciłem do celi czołgając się w fekaliach – rura przeciekała. Ledwo miałem siłę wstać, ale czułem radość. Podświadomie wiedziałem – zjadam mięso. To pomoże mi przeżyć do rana. W ustach smak krwi i wątroby. Jakbyś lizał ołów. Futro myszy utkwiło między zębami. Wyplułem tylko jej zęby. Długo żułem ogon, jak gumę do żucia.
W czwartki zabierali nas do łaźni. Dawało się nam minutę na umycie. Ale łaźnia była kolejnym miejscem tortur. Rosjanie się upijali, kazali nam stawać na czworaka i razili nas paralizatorami po mokrych ciałach. Drewnianymi młotkami tłukli w kręgosłup. Tak złamali mi trzy kręgi. Bili też gumowymi pałkami.
Dali inne ubranie. Na majtkach były zaschnięte ekskrementy. Ciemnogranatowe spodnie z czerwonym lampasem były przestrzelone na kolanach. Wisiały na nich ścięgna, były ślady wymiocin i krwi. Po raz pierwszy związali mi ręce z przodu, a nie z tyłu. Mogłem podnieść taśmę, którą zaklejali oczy, i zobaczyć, gdzie jesteśmy. Zawieźli nas samochodem opancerzonym na lotnisko. Wsadzili tylko dziesięciu.
31 grudnia o piątej rano znów nas zebrali. Wymienili dziewięć nazwisk z dziesięciu. Jednego, tuż przed wymianą, zawrócili z powrotem do Tuły.
Oleksii Anulia
Exhausted by hunger, he ate worms and a live mouse
After another session of torture, I returned to my cell. I had already prepared a twisted bedsheet, planning to hang myself. Just as I was throwing it over the bunk’s metal bars, I saw the silhouette of my late grandmother. She had passed away shortly before the war. She was walking around, cleaning the sink, and said: “Where are you going? You still haven’t bought Christmass gifts for your children.” I have two children: a nine-year-old daughter and a five-year-old son. The guards saw through the video surveillance that I was allegedly talking to someone, opened the cell and beat me again with all their might.
The most aggressive torturer was a man from the caucasus, who raped prisoners. For many of them, this was considered normal behavior to satisfy their sexual needs this way. There was also a 20-year-old boy captured with me; he was raped by six russian soldiers at a checkpoint, while his parents were forced to watch it from the car.
The caucasian man tried to rape me as well. I was ordered to completely strip. They tied my hands behind my back and hung me by my arms from the ceiling. I barely touched the floor with my toes. Even now, it hurts when I try to raise my arms. I hung like that for six days. It’s a miracle I survived.
They beat us every day, endlessly, without any reason. Beaten from all sides with sticks. Sometimes the beating lasted fifteen minutes, sometimes an hour and a half. Blood poured from my head, arms, legs, and anus. My ribs and fingers were broken.
Seven of them would beat me at once. They made me kneel: one slapped my face, another struck my knees with a baton, and a third hit my fingers with a metal rod.
During one interrogation, they told me to get on all fours. The door was left open; you could hear the screams of others being tortured nearby. A russian grabbed a kitchen board and beat me on the buttocks. Then he used two long electric shock batons, applying them to my body until the batteries drained. My heart hurt badly. They used electroshock almost every time during torture.
I was placed in high-security cells. We had to stand for 18 hours a day, hands behind our backs, heads down. Fingers spread and motionless. Guards watched to ensure no one closed their eyes. If you moved even slightly, they burst in, dragged you into the corridor, and beat you with boots or batons.
We were allowed to use the toilet only once a day, for one minute.
I still can’t comprehend how other „people” can treat fellow humans this way. Their eyes showed no compassion, no pity. Only a desire to humiliate and destroy. They came to Tula specifically to torture Ukrainians. They were worse than animals. When they saw wounded or weakened prisoners, they would finish them off by beating their injuries.
Several times, we were forced to eat from a guard dog’s bowl. Breakfast was two spoonfuls of crushed grain. The water used for boiling buckwheat or rice—without a single grain. A piece of bread. For a lunch, a cabbage soup of sorts, and watery grain again. In Kursk, they also gave us boiled fish intestines with heads. I ate everything.
One day, I brought a rainworm from outside. I wrapped it in cloth, hid it in the drainage tank, and forgot about it for a week. When I checked, there was a whole brood.That was the first protein I had had in a long time. I ate them all. I haven’t enjoyed chocolate after captivity as much as I enjoyed eating those worms.
In solitary confinement, I hunted for a mouse and a fat rat—to eat. The guards realized this and poisoned the rat. Then I focused on catching the mouse—it took me almost four months. My hearing sharpened, so I could detect where it was running. My eyesight worsened due to constant beatings and the dark room with a blinking purple light. Even a crumb of bread felt too precious to waste as bait.
One day I caught it and slammed it against a nail. I didn’t manage to kill it—just tore some skin off. The guards saw movement in my cell (which was forbidden) and rushed in. Not wanting the mouse to escape, I shoved it into my mouth, clamping it between my teeth. It bit into my palate and tongue. Its tail spun like a propeller inside my mouth, scratching with its claws. When they entered, I was supposed to report formally, but I couldn’t, trying not to release the mouse. I hadn’t eaten for several days.
They dragged me out and beat me hard in the right kidney area. A large blue-green hematoma formed and remained for a long time. Blood was flowing from my mouth. They thought they had crushed my kidney: „Get up, it will be better for you,” they said. But the bleeding was from the mouse bites, not internal injury. Because of that, the beating ended quickly.
I crawled back to my cell through the feces on the floor—the pipe was leaking. I barely had the strength to stand up, but I felt a strange joy. On a subconscious level, I realized: I was eating meat. That would help me survive until morning.
The taste of blood and liver filled my mouth, like licking lead. The mouse’s fur stuck between my teeth. I spat out only its teeth.I chewed the tail for a long time, like chewing gum.
On Thursdays, we were taken to the bathhouse. We were given one minute to wash. But it was just another place for torture. The russians would get drunk and force us to get on all fours. They would then shock us with electric batons over our wet bodies. They beat us on the spine with wooden mallets. That’s how they broke three of my vertebrae. They also hit us with rubber batons.
They later gave us different clothes. The underwear was stained with dried feces. The dark blue pants with red stripes had bullet holes at the knees. Tendons hung from them, along with vomit and blood stains. For the first time, they tied my hands in front of me, not behind. I managed to lift the tape from my eyes slightly and see where we were. We were driven by a prison van to an airplane. Only ten of us were boarded.
On December 31, at five in the morning, we were gathered again. They called nine names out of ten. One prisoner, already just a step away from freedom, was sent back to Tula.
Олексій Ануля
Змучений голодом, їв черв’яків і живу мишу
Після чергових катувань повернувся в камеру. У мене вже було заготовлене скручене простирадло, на якому планував повіситися. Тільки закидаю на решітки нар, аж переді мною з’являється силует покійної бабусі. Вона померла незадовго до війни. Ходить, миє умивальник і каже: «Куди ти зібрався? Ти ще дітям подарунки на Новий рік не купив». У мене двоє: доньці дев’ять, сину п’ять. Наглядачі через відеоспостереження побачили, що я нібито з кимось розмовляю, відчинили камеру й знову з усієї сили побили мене.
Найагресивніше в катівні поводився кавказець, який ґвалтував полонених. Ттаким чином задовольняти свої сексуальні потреби для багатьох із них вважається нормою. Зі мною в полоні також був 20-річний хлопець, якого на блокпості зґвалтували по черзі шестеро російських військових, а поруч у машині були його батьки, яких змушували на все це дивитися.
Кавказець хотів зґвалтувати й мене. Мені сказали повністю роздягнутися. Руки зв’язали за спиною, підвісили за руки до стелі. Пальцями ніг ледь торкався підлоги. Не можу вище підняти, боляче й зараз. Так я провисів шість днів. Дивом врятувався.
Били щодня, безперестанку і без причини. Б’ють з усіх боків палицями. Можуть бити 15 хвилин, а можуть і півтори години. Кров ішла з голови, рук, ніг, анального отвору. Ребра, пальці на руках зламані.
Мене гамселили відразу семеро. Ставили раком. Один б’є долонею по лицю, другий — по колінах палицею, третій — залізякою по пальцях.
Якось під час чергового допиту мені сказали стати на чотирьох, навкарачки. Двері не зачиняли, було чути, як десь поруч знущаються над іншими. Росіянин бере кухонну дошку й гамселить по сідницях. Потім бере два великі довгі електрошокери. Приставляв до мого тіла, поки не розрядилися. Заболіло серце. Шокер застосовували майже під час кожного катування.
Був у камерах особливого режиму. 18 годин на день ми стояли. Руки треба було тримати ззаду, а голову опустити. Пальці тримати розчепіреними й не ворушити ними. Наглядачі стежили, щоб ніхто не заплющив очей. Шия затекла, поворухнувся — миттю двері відчиняються, вони заходять, витягають на коридор і б’ють ногами в берцях чи дубинками.
У туалет дозволялося раз на день, по хвилині.
У мене й досі не вкладається в голові, як так знущатися над людьми можуть інші, такі самі «люди». У їхніх очах не було жодного співчуття чи жалю. А лише бажання опустити й замордувати. У Тулу ці відморозки їхали спеціально, щоб знущатися над українцями. Вони гірші за звірів. Бачили поранену чи знесилену людину і добивали її, били в поранене місце.
Кілька разів давали їсти з миски службового собаки. На сніданок давали дві ложки крупи-січки. Воду, у якій відварювали гречку чи рис. Навіть крупинки не траплялося. Шматок хліба. На обід був типу суп із капустою, на друге знову січка, розмішана з водою. У Курську ще давали риб’ячі варені кишки з головами. Їв усе.
А якось приніс із вулиці дощового черв’яка. Замотав у ганчірку, поклав у зливний бачок і забув на тиждень. Дістаю, а там уже був їх цілий виводок. Так я отримав перший білок за довгий час. З’їв усіх. Шоколад не їв після полону з таким задоволенням, як тоді дощових черв’яків.
У карцері я полював за мишеням і жирним пацюком. Щоб з’їсти. Наглядачі це зрозуміли й отруїли пацюка. Тоді став ловити мишеня, майже чотири місяці пішло. Загострився слух, тому чув, де воно бігало. Зір падав, бо били постійно по голові й було темне приміщення, де постійно блимала фіолетова лампочка. Навіть було шкода крихти хліба, щоб мишеня прикормити.
Якось спіймав і вдарив його об цвяшок. Убити не встиг, зірвав лише шматок шкіри. Наглядачі бачать, що в мене в карцері є рух, що було заборонено. Ідуть до мене, відчиняють двері. Щоб мишеня не втекло, кидаю до рота. Притискаю зубами, щоб не побігло в стравохід. Він обгризає мені піднебіння, прокушує язик. Хвіст як пропелер у всьому роті. Дряпає кігтями. Мені, коли вони заходять, треба доповідь зробити. А я не можу, бо не хочу відпускати їжу. Кілька днів до того не їв, нічого не давали.
Вивели мене й почали бити по правій нирці. Били сильно. Синьо-зелена гематома довго не сходила на тому місці. Б’ють, а я міцно мишу тримаю в зубах. Із рота кров тече. Вони подумали, що відбили мені нирку: «Вставай, вот так тебе лучше будет». Насправді то було через покусаний мишею рот. Тому тоді катування було недовгим.
Я заповзаю до камери по фекаліях на підлозі, бо протікала труба. Ледь є сили встати, а на душі радісно. На рівні підсвідомості розумів, що їм м’ясо. І це мені допоможе дожити до ранку. У роті смак крові й печінки. Ніби свинець облизуєш. Шерсть застрягла між зубами. Виплюнув лише мишачі зуби. Хвіст жував довго, як жуйку.
По четвергах нас водили в баню. Давали хвилину, щоб помитися. Але баня була для нас черговим місцем катувань. Росіяни напивалися цього дня, нас змушували ставати раком і водили електрошокером по мокрих тілах. Дерев’яними молотками-киянками лупили по хребту. Мені так зламали три хребці. Також били гумовими палицями.
Дали інший одяг. На трусах були засохлі екскременти. Темно-сині штани з червоними лампасами були прострілені на колінах. На них висіли сухожилля, були сліди блювотиння і крові. Руки вперше зв’язали не ззаду, а спереду. Я вже міг підняти скотч, яким заліплювали очі, й подивитися, де ми. На автозаку нас підвезли до літака. Посадили лише десятьох.
31 грудня о п’ятій ранку нас знову зібрали. Назвали дев’ять прізвищ із десяти. Одного за крок від обміну повернули назад до Тули.