Wołodymyr Tsiema-Bursow

[ ENG below | UA нижче ]

Wołodymyr Tsiema-Bursow

Mężczyzna pracował w Mariupolu jako muzyk oraz na statkach wycieczkowych. W 2020 roku przeszedł rekrutację do orkiestry 56. Brygady.
Na początku pełnoskalowej wojny był na służbie, a później przebywał na terenie zakładów metalurgicznych imienia Illicza. W kwietniu, próbując wraz z towarzyszami wyrwać się z okrążenia, trafił do niewoli.

Pierwsze dni były szokiem, potem zaczęła się codzienna walka o przetrwanie. W obozie w Ołeniwce na przywitanie dostał brutalne pobicie. „Korytarz śmierci” — tak jeńcy to nazywali. „Trzeba było przejść pomiędzy strażnikami, którzy okładali każdego kijami, pałkami, metalowymi prętami. Trzech z lewej, trzech z prawej. Każdy miał w rękach 'narzędzie pracy’ — gumową pałkę, deskę lub pasek z metalowymi elementami. Każdy bił, gdzie popadnie. Na końcu tego 'żywego korytarza’ stał ostatni strażnik — podskakiwał i kopniakiem w brzuch powalał ludzi na ziemię. Bił tak mocno, że prawie każdy padał.”

Jedzenie rzucano nam jak psom: kawałek spleśniałego chleba, mętna woda, rzadka kasza.

– „Z głośników codziennie leciały pieśni wojenne — ‘Powstań, ogromny kraju’, ‘Dzień zwycięstwa’, ‘Ciemna noc’, a także hymn federacji rosyjskiej. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że będziemy ich słuchać przez kolejne 20 miesięcy.”

Jak wyglądała wymiana? W nocy z 3 na 4 stycznia obudziliśmy się, słysząc przekleństwa i brzęk kluczy kilka cel dalej. Słychać było też bieganie, zamieszanie. Mieliśmy trzy możliwe scenariusze: kolejne przeniesienie, przywiezienie nowych jeńców albo odbiór kogoś z nas. Takie rzeczy zwykle działy się późno w nocy. Wszyscy po kolei pobiegliśmy do toalety, bo nie wiedzieliśmy, kogo wezmą i jak długo potrwa droga. Potem znów się położyliśmy i czekaliśmy. Hałas stawał się coraz bliższy.

W naszej celi było ośmiu ludzi, imiona czterech z nas wyczytano. Wsadzono nas do więźniarek i przewieziono na lotnisko. Samolot był większy i bardziej przestronny niż ten, którym trafiliśmy do więzienia. Miały długie ławki. Tym razem nie związano nam rąk, ale musieliśmy trzymać je na kolanach, dłońmi do góry, z głowami spuszczonymi w dół. Na chwilę zasnąłem, bo czułem się bardzo źle. Obudziłem się, gdy samolot lądował w Biełgorodzie. Potem przesadzono nas do autobusu i zawieziono na granicę z Ukrainą, do obwodu sumskiego. Ktoś w oddali zauważył ukraińską flagę i zaczął krzyczeć z radości. Ja byłem w szoku — nie odczuwałem żadnych emocji. Wydawało mi się, że to wszystko dzieje się nie ze mną. Nie mogłem po prostu uwierzyć, że jestem wolny. Wzdłuż dróg, którymi jechaliśmy w obwodzie sumskim, stali ludzie z ukraińskimi flagami. Wiedzieli, że będą tędy jechały autobusy ze zwolnionymi jeńcami i wyszli, by nas powitać. Później przewieziono nas do jednego ze szpitali w Połtawie, gdzie nas nakarmiono, rozdano ubrania i telefony.

Volodymyr Tsema-Bursov

The man worked as a musician in Mariupol, as well as on cruise ships. In 2020 Tsema-Bursov was recruited into the orchestra of the 56th Brigade.

At the beginning of the full-scale war, he was on duty, and later he was stationed at the Azovstal Iron and Steel Works. In April, he and his comrades attempted to break out of the encirclement but were captured.

The first days in captivity were a shock, followed by the routine of survival. In the Olenivka colony, he was greeted with beatings. Prisoners called it the „corridor of death.”

„You had to walk between guards who beat everyone with batons, sticks, or pieces of metal. Three on the left, three on the right. Each one had a 'tool of the trade’— some people have a baton or rubber stick, others have something like a cutting board or a strap with metal inserts. Each of them hit you wherever they could. At the end of this 'living corridor,’ the last guard would meet you—he would jump and kick you in the gut. He kicked so hard that almost everyone fell to the ground.”

Food was thrown at us as if we were a dog: a piece of moldy bread, murky water, watery porridge.

„Songs from the war years blared from the loudspeakers—’Arise, Vast Country,’ 'Victory Day,’ 'Dark Night,’ and, of course, the anthem of the russian federation. None of us knew then that we would be hearing these songs every day for the next 20 months.”

How did the exchange happen?

In the night of January 4, we woke up to the sounds of shouting and the clanging of keys a few cells away. We heard swearing and the rattling of a bunch of keys. We had three guesses: either another transfer, new prisoners arriving, or someone being taken away. Usually, all of this happened deep into the night. We all took turns rushing to the toilet, since no one knew who would be taken and how long the journey would last. Then we lay back down, waiting for what would happen next. 

There were eight people in our cell, and four were called out. They were put into police vans and taken to an airfield. The plane was spacious, unlike the one they used to bring us to prison. There were long benches. This time, our hands weren’t tied, but we had to keep them on our knees with palms up, heads lowered. I dozed off for a while because I was feeling unwell. When I woke up, the plane had already landed in Belgorod. We were transferred to a bus and taken to the Ukrainian border, to Sumy Oblast.

Someone in the distance spotted a Ukrainian flag and shouted with joy. I, however, was in a state of shock, completely numb. At that moment, it felt like this wasn’t happening to me. I simply couldn’t fully grasp that I was free. As we traveled through Sumy region, people stood along the roads with Ukrainian flags. They knew a convoy of buses carrying freed prisoners of war would be passing and made the effort to come out and greet us. Later, we were taken to one of the hospitals in Poltava, given food, and provided with essential items like clothing, phones, and more.

Володимир Цема-Бурсов

Чоловік працював у Маріуполі музикантом, а також на круїзних лайнерах. А у 2020 році Цема-Бурсов пройшов набір в оркестр у 56-ту бригаду.

На початку повномасштабної війни чоловік був на чергуванні, потім він був на території металургійного комбінату імені Ілліча. У квітні військовий та його побратими намагалися вийти з оточення, але потрапили у полон.

Перші дні були шоком, потім — рутиною виживання. У колонії в Оленівці його зустріли побиттям. „Коридор смерті” — так називали це полонені. “Треба було пройти між охоронцями, які гамселили кожного палицями, кийками, залізом. Зліва троє, стільки ж справа. У кожного з них у руках „знаряддя праці” — у когось дубинка або гумова палиця, в інших щось на кшталт обробної дошки або ремінець з металевими вставками. Кожен з них тебе б’є, по чому попаде. А в кінці цього “живого коридору” тебе зустрічає останній “вертухай” — він підстрибує і ногою б’є тебе під дих. Він бив так сильно, що майже всі падали з ніг.”

 Їжу кидали, ніби він був собакою: шматок запліснявілого хліба, каламутна вода, рідка каша.

“З динаміків лунали пісні воєнних років — „Вставай страна огромная”, „День победы”, „Темная ночь” і, звичайно, гімн російської федерації. Ніхто з нас тоді не знав, що ці пісні щодня ми будемо слухати впродовж 20 місяців.”

Як відбувався обмін? У ніч на 4 січня прокинулися від того, що в коридорі, за кілька камер від нашої, почули матюки та брязкіт зв’язки ключів. А ще біготня, метушня. У нас було три варіанти: чергове переселення, когось привезли або навпаки будуть забирати.Зазвичай все це відбувалося глибоко вночі. Ми всі по черзі побігли в туалет, бо невідомо кого заберуть і як довго доведеться бути в дорозі. І знову полягали, чекаючи, що буде далі. Шуміло ближче. 

У нашій камері було 8 людей, чотирьох викликали. Посадили в автозаки й повезли на аеродром. Літак був просторим, не таким, як нас доставляли у в’язницю. Були довгі лавки. Руки, як раніше, вже не зв’язували, але їх треба було тримати на колінах долонями вверх, голови опущені. Я на деякий час заснув, бо погано почувався. А прокинувся, то літак вже приземлився в Бєлгороді. Нас пересадили в автобус і повезли на кордон з Україною, в Сумську область.

Хтось вдалині побачив український прапор і закричав від радощів. А я був у ступорі, не було жодних емоцій. На той момент мені здалося, що це відбувається не зі мною. Просто до кінця не міг усвідомити, що я на волі. На Сумщині, де ми проїжджали, обабіч доріг стояли люди з українськими прапорами. Вони знали, що їхатиме колона автобусів зі звільненими військовополоненими, не полінувалися вийти та привітати нас. Далі нас привезли до однієї з лікарень Полтави, нагодували, видали речі найпершої потреби, серед яких одяг, телефон тощо.

inne wiadomości